crime_scene_390_2506Wszyscy polscy dziennikarze sportowi mają zadatki na pracowników wydziałów kryminalnych, detektywów. Ile to już razy próbowano doszukiwać się przyczyn nagłych zgonów rodzimych drużyn na europejskich salonach? I ja tym razem zamienię się w Rutkowskiego czy innego Malanowskiego, spróbuję odtworzyć historię wczorajszego blamażu Legii oraz poszukam winnych.

Wstępne dochodzenie ujawnia kilku podejrzanych, możliwa jest zbrodnia masowa. Pierwszym z prześwietlonych jest Bogusław L. Rodzaj zbrodni: nieudzielenie pomocy. Zazwyczaj z nadzieją patrzę w przyszłość każdego lata. Nie oczekuję wstąpienia naszych zespołów do piłkarskiego raju, ale też nie zakładam, że dokona się rzeź, która strąci ich do piekieł. Jednak dwa lata temu w przypadku Śląska i teraz Legii przeczuwałem, że zbliża się coś niedobrego. Wrocławianie zdobyli tytuł w wyścigu ślimaków, na własnym podwórku nie prezentowali się dobrze, więc nie było podstaw, by błysnęli w Europie.

Sytuacja „wojskowych” ze stolicy była zgoła odmienna. Co mnie najbardziej niepokoiło, to brak wzmocnień. Ściągnięto Lewczuka i Piecha, którzy zostali wystawieni w meczu o Superpuchar Polski. Wbrew pozorom nie czyniło ich to członkami podstawowego składu. Ten wystąpił w meczu sparingowym dzień wcześniej. Pieprzyć logikę. Klub uparcie obstawał przy tym, że dysponuje dwiema pierwszymi jedenastkami. Może zatem przydzielono je do nieodpowiednich spotkań? Zatem mamy już dwa transfery przeprowadzone z myślą o ekstraklasie, a nie europejskich pucharach.

Reszta to gracze sprowadzeni do trzecioligowych rezerw, 19-letni Brazylijczyk Ronan, który nie załapał się do kadry na Saint’s Patrick oraz trzeci bramkarz Łukasz Budziłek. Tak więc Europę szturmować miał identyczny skład, który niedawno rozniósł ligę. Brzmiałoby to rozsądnie, gdyby nasza liga znaczyła coś na piłkarskiej mapie. Może po prostu wyciągnięto wnioski z poprzednich zmian kadrowych? Ojamaa podkupiony Lechowi wyleciał z drużyny po sezonie, pozytywne zagrania domniemanego rozgrywającego Helio Pinto można było policzyć na palcach jednej ręki. Najmniej krytyki zebrał Orlando Sa. Napastnik przez większość czasu leczył kontuzję. W okresie przygotowawczym Portugalczyk wrócił do sił, zagrał od pierwszej minuty i zszedł z urazem po kwadransie.

Tym razem nie zdecydowano się w ogóle rozpalać ogniska, by się przypadkiem nie sparzyć, a teraz po środowym wieczorze nie ma się przy czym ogrzać. Inne kuriozum to fakt, że potencjalne największe wzmocnienie to… kontuzjowany od kliku miesięcy Masłowski! Oby po ewentualnym przyjściu do klubu dogrywał choćby połówki meczów.

Wniosek: Bogusław L. uznany zostaje za winnego odmówienia pomocy niezbędnej do przetrwania w niebezpiecznym, zdradliwym świecie el. do europejskich pucharów, gdzie nie ma słabych rywali.

Kolejna osoba zamieszana we wczorajszą tragedię to Norweg, Henning B. w niektórych kręgach znany jako „Łysy z Legii”. Ścigany za wysłanie swoich podopiecznych zupełnie nieprzygotowanych do walki na zagranicznym froncie, na niechybną śmierć. Poprzedni dowódca potrafił poprowadzić dysponujących podobną siłą rażenia wojskowych przez trzy bitwy eliminacyjne, by potem z kretesem, ale ratując honor polec w fazie grupowej.

Po meczu trener Legii przyczyn porażki dopatrywał się w swoich graczach. Mówił o nieudźwignięciu presji. Zatem należy skupić się na kolejnych czternastu zamieszanych w całą sytuację. Od razu trzeba uniewinnić Kuciaka, Dudę i Radovicia, wobec których nie ma najmniejszych dowodów sabotowania poczynań własnej ekipy. Nagana musi być wystosowana pod adres pozostałych, a w szczególności Michała Ż. oraz Helio P., którzy wręcz słaniali się po polu bitwy. O ile takie zachowanie w przypadku drugiego nie zaskakuje, o tyle pierwszy po udanym sezonie mocno rozczarował. Nie sposób nie skrytykować także szkoleniowca. Wątpię by Helio tak rewelacyjnie wyglądał na treningach, by wygryźć ze składu zawsze solidnego Vrdoljaka. Przecież to był dokładnie ten sam, nie wnoszący nic do gry cień zawodnika, jaki widzieliśmy w poprzednim sezonie!

Za tydzień większość osób, które tutaj oskarżyłem dostanie szansę zadośćuczynienia, dzisiejsze wyroki nie są prawomocne. Wątpię by „Legionistom” przytrafił się jeszcze jeden taki czarny dzień, ale nie widzę także racjonalnych argumentów, by liczyć na coś więcej niż przejście Irlandczyków. Boję się też, że na każdym kolejnym etapie, w starciach z coraz mocniejszymi oponentami, mówilibyśmy nie o morderstwie, a o gwałcie na warszawiakach. Może lepiej jednak nie sprostać z honorem legijnemu Chile, niż dostać bęcki od odpowiednika Niemców?